Zastanawialiście się kiedyś ile trzeba, by nasze życie wywróciło się do góry nogami? Albo jak bardzo może je zmienić zwierzak, który pewnego dnia stanie nam na drodze? I co z tego wyniknie? James Bowen, w książce Kot Bob i ja. Jak kocur i człowiek znaleźli szczęście na ulicy przedstawia nam historię swojego życia, w które w pewnym momencie wkroczył rudy kot.
James Bowen w swoim życiu niejedno przeszedł: rozwód rodziców, ciągłe przeprowadzki, nieumiejętność jednania sobie przyjaciół w nowych szkołach, a w końcu uzależnienie od narkotyków i bezdomność. Przez niemal 10 lat był wrakiem człowieka, któremu na pomoc przyszła organizacja, która pomogła mu stanąć na nogi oferując mieszkanie socjalne. James zamieszkał w Tottenham, zarabiał na życie grając na gitarze. Uzależnienie od narkotyków leczył metadonem. Tak mijały dni i pewnie nic by się w jego życiu nie zmieniło, gdyby nie rudy kotek, który pewnego dnia pojawił się na klatce schodowej w budynku, w którym mieszkał wychodzący na prostą muzyk. Historia jest prosta: mężczyzna odkrywa, że kot jest chory i postanawia go wyleczyć. Po dwóch tygodniach Bob na tyle przywiązuje się do swojego dobrego człowieka, że nie zamierza go opuszczać (choć wielokrotnie James daje mu ku temu możliwość, bo przecież jak człowiek, który ledwo jest wstanie trzymać się w ryzach może zaopiekować się żywym, czującym i mającym swoje potrzeby zwierzakiem?). Wraz z upływem dni staje się jasne, że autor/ narrator jest "skazany" na Boba, który postanawia towarzyszyć swojemu opiekunowi w zarabianiu na ulicy, co okazuje się wielkim plusem dla obu panów: gitarzysta zarabia o wiele więcej niż miało to miejsce do tej pory, a Bob szybko podbija serca przechodniów, którzy z miejsca zakochują się w wyjątkowym rudzielcu. Choć w książce nie brakuje także dramatycznych chwil, to czyta się ją jednym tchem.
Kot bob i ja... to nie tylko książka o wzajemnej przyjaźni i zaufaniu. To także wspaniała historia o odpowiedzialności, o tym, jak wiele niesie za sobą posiadanie zwierzęcia i jak bardzo to wpływa na mentalność jego właściciela. Ponadto historia Jamesa, to opowieść o tym, jak destrukcyjnie może wpłynąć samotność na zagubionych ludzi. O tym, ile samozaparcia i motywacji potrzeba, by znów stanąć na proste nogi, a także jak ważne jest wówczas posiadanie kogoś, kto po prostu będzie, a swoim byciem da siłę do walki i pokonywania słabości i nałogu.
Ta krótka historia na jedno popołudnie pokazuje nam także, że pomiędzy istotami różnego gatunku może zawiązać się więź, która jest silniejsza niż wszelkie przeciwności czy pieniądze:
Pewna kobieta przystawała przy nas parę razy i zawsze ucinała sobie ze mną pogawędkę, nim przechodziła do rzeczy. [...]
Któregoś wieczoru podeszła do nas raz jeszcze i wypaliła:
- Dam Ci za niego tysiąc funtów.
Spojrzałem tylko na nią i zapytałem:
- Ma pani dzieci?
- Dzieci? - wyjąkała zaskoczona. - Tak... Mam.
- Świetnie. Ile pani sobie życzy za najmłodsze?
- Nie rozumiem.
- Ile pani chce za najmłodsze?
- Nie wiem, o czym mówisz. Co to ma wspólnego...?
Przerwałem jej w pół zdania:
- Więcej, niż się pani wydaje. Bo Bob jest dla mnie jak dziecko. A kiedy pani pyta, czy go sprzedam, ja tak samo mogę zapytać, ile pani chce za najmłodsze.
Uciekła jak oparzona i więcej jej nie widziałem. [s. 258-259]
Polecam Kota Boba... zarówno miłośnikom kotów jak i wszystkim czytelnikom, którzy po prostu lubią historie o tym, jak z pozoru małe wydarzenia potrafią odmienić los. I na koniec jedna uwaga: chociaż książka ma pięknego kota na okładce i opowiada o przyjaźni między człowiekiem i zwierzakiem, to jednak przez wzgląd na kilka wulgaryzmów i historię nałogu Jamesa, polecałabym ją dla czytelników dopiero od gimnazjum.
Chętnie wrócę do tej pozycji.
Chętnie wrócę do tej pozycji.
Moja ocena: 8/10
Kot Bob i ja. Jak kocur i człowiek znaleźli szczęście na ulicy
Tłumaczenie: Andrzej Wajs
Warszawa 2014
Ilość stron: 288
Uwaga - osobista refleksja (jak na kociarę przystało):
Nie urywam, że zachowanie Jamesa wzbudziło we mnie sympatię. Kiedy kot chorował, oczywiste było by wziąć go do lekarza (choć w tamtym okresie naszemu ulicznemu artyście ledwo wystarczało pieniędzy by przeżyć). Bob był młodym samcem, który szalał z nadmiaru testosteronu - James nie bał się go wykastrować, a tym samym przyczynił się do zmniejszenia populacji bezdomnych kociąt (których wykastrowany Bob nie mógł już spłodzić). I nawet przez chwilę nie użył argumentu "nie wykastruję, bo siądzie mu na mózg i już nie będzie taki fajny" (co niestety bardzo często zdarza mi się słyszeć od kociarzy). Ponadto James Bowen pisze o zagrożeniach, jakie czyhają na wałęsające się po ulicy zwierzęta, a także o chorobach, które mogą złapać (jeśli pod wpływem lektury choć kilku czytelników poszpera w internecie i poczyta więcej o wspomnianych w książce chorobach, o tym, jak przed nimi ochronić naszych pupili oraz jak żyć z chorymi zwierzętami, to można uznać, że pan Bowen odniósł sukces także na polu edukowania niewyedukowanych kociarzy!).
Uwaga - osobista refleksja (jak na kociarę przystało):
Nie urywam, że zachowanie Jamesa wzbudziło we mnie sympatię. Kiedy kot chorował, oczywiste było by wziąć go do lekarza (choć w tamtym okresie naszemu ulicznemu artyście ledwo wystarczało pieniędzy by przeżyć). Bob był młodym samcem, który szalał z nadmiaru testosteronu - James nie bał się go wykastrować, a tym samym przyczynił się do zmniejszenia populacji bezdomnych kociąt (których wykastrowany Bob nie mógł już spłodzić). I nawet przez chwilę nie użył argumentu "nie wykastruję, bo siądzie mu na mózg i już nie będzie taki fajny" (co niestety bardzo często zdarza mi się słyszeć od kociarzy). Ponadto James Bowen pisze o zagrożeniach, jakie czyhają na wałęsające się po ulicy zwierzęta, a także o chorobach, które mogą złapać (jeśli pod wpływem lektury choć kilku czytelników poszpera w internecie i poczyta więcej o wspomnianych w książce chorobach, o tym, jak przed nimi ochronić naszych pupili oraz jak żyć z chorymi zwierzętami, to można uznać, że pan Bowen odniósł sukces także na polu edukowania niewyedukowanych kociarzy!).
A na deser krótki dokument o Jamesie i Bobie:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz