czwartek, 24 lipca 2014

Jonas Jonasson - "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"

O Stulatku, który wyskoczył przez okno i zniknął przeczytałam kilka miesięcy temu na Szwecjoblogu. Niestety, jak to często bywa akurat nie miałam możliwości zamówienia książki, więc zapisałam ją na listę zakupów "na przyszłość". Jak zapewne wiecie, niedawno do kin trafiła ekranizacja powieści Jonasa Jonassona, więc uznałam, że jest to najlepszy moment, by przed filmem nadrobić zaległości w lekturze. 





Allana Karlssona poznajemy w dniu jego setnych urodzin, kiedy buntując się przeciwko zasadom panującym w domu spokojnej starości (zakaz spożywania alkoholu, kaszka na śniadanie i posłuszeństwo wobec nieprzyjemnej siostry Alice) postanawia opuścić placówkę i tym samym nie pojawić się na organizowanym dla niego przyjęciu urodzinowym. Uciekając przez okno w swoich obszczykapciach, udaje się... przed siebie. Już na początku swojej przygody kradnie walizkę, która należała do narwanego blondyna z tłustymi włosami. Wraz z kradzieżą następuje szereg zdarzeń, na skutek których bohater zostaje uznany za winnego potrójnego morderstwa. W wyniku nieporozumień, Allan, wraz z poznanymi podczas podróży przyjaciółmi, musi uciekać nie tylko przed policją, ale także przed pragnącym za wszelką cenę odzyskać walizkę gangiem Never Again.

Akcja Stulatka... odbywa się na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony możemy śledzić losy Allana tuż po ucieczce z domu starców, a z drugiej poznajemy historię głównego bohatera od jego młodości, do chwili, gdy 2 maja 2005 roku wymyka się przez okno. A trzeba przyznać, że przeszłość Allana Karlssona była bogata i nieprzewidywalna. Od najmłodszych lat kierował się genialną w swej prostocie dewizą: Jest jak jest, i będzie, co będzie. Jedyną rzeczą, na której znał się jak nikt inny (a warto wspomnieć, że z edukacją pożegnał się po trzech klasach) było wysadzanie wszystkiego w powietrze i to właśnie jego "wybuchowy" talent sprawił, że dane mu było zwiedzić niemal cały świat. Choć setki razy otarł się o śmierć, na swojej drodze spotkał przyszłego prezydenta Trumana, Józefa Stalina czy Mao Zendonga.

Debiut literacki Jonasa Jonassona to świetnie napisana powieść przygodowa z elementami (czarnej) komedii i lekkiego kryminału, w której pojawia się wiele trupów, kilka znanych postaci historycznych, masa eksplozji, a także słonica, która tak, jak nasz staruszek pewnego dnia postanowiła ruszyć (a właściwie popłynąć) przed siebie. Choć od pewnego momentu powieść staje się poniekąd przewidywalna i wiemy, że zaraz, już za chwilę coś się wydarzy i wywróci całą historię o 180 stopni, to jednak z niecierpliwością czekałam na te momenty, by zobaczyć, czym jeszcze postanowił zaskoczyć nas autor. Absurd pojawia się niemal na każdej stronie i choć za nim nie przepadam, to jednak w przypadku Stulatka... jest on jego niewątpliwym atutem.

Choć książka jest pełna niespodziewanych zwrotów wydarzeń, to na dwie sytuacje w szczególności warto zwrócić uwagę (rozłożyły mnie na łopatki). Przez pewien czas nużyły mnie retrospektywne fragmenty, jednak scena u Kim Ir Sena zrekompensowała mi wszystko. Ponadto absolutną perełką jest rozdział z przesłuchaniem, w którym to uciekinierzy tłumaczą, jak w rzeczywistości wyglądały dni odkąd Allan postanowił uciec z domu spokojnej starości. Gwarantuję, ubaw po pachy!

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął jest doskonałą lekturą na leniwe popołudnie (albo kilka). Jeżeli chcecie się dowiedzieć dlaczego wódka jest lepsza niż zielony likier bananowy, do czego może doprowadzić podpalenie złego wagonu w pociągu, a także co przyczyniło się do tego, że w wieku 99 lat po raz pierwszy w życiu Allan Karlsson się zezłościł, zachęcam Was do lektury.

Książka przeczytana. Teraz czas na film.

Moja ocena: 7/10

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
Tłumaczyła: Joanna Myszkowska - Mangold 
Warszawa 2013
Ilość stron: 416

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz