O moich oczekiwaniach względem akcji Zostań wege na 30 dni pisałam w tym poście. W ramach przypomnienia: od ponad pięciu lat byłam wegetarianką i z czasem przestało mi to wystarczać. Postanowiłam, że przejdę na weganizm, a w ramach usystematyzowania swojej wiedzy (a przy okazji zmotywowania do tego, by zrezygnować z moich ukochanych białych Magnumów, Kinder Czekolady i potężnych ilości białego i żółtego sera) postanowiłam zapisać się do programu Zostań wege na 30 dni. Czy wytrwałam? O tym w dzisiejszym poście.
Przyznam szczerze, że przez cały miesiąc z niecierpliwością wyczekiwałam 16:30, bo mniej więcej o tej porze przychodziły do mnie wiadomości e-mail z codzienną dawką informacji odnośnie wegetarianizmu. Wiadomości e-mail są podzielone na kilka części:
- praktyka czyni mistrza - czyli zbiór informacji na temat diety wegetariańskiej i wegańskiej. Czasami jest to opis podstawowych składników potrzebnych w codziennej diecie, innym razem lista zamienników do ciast (co zamiast jajka), wyniki badań przeprowadzonych na mięsożercach, wegetarianach i weganach oraz opisany wpływ ich diet na zdrowie. Nic nachalnego, krótko i zwięźle podane fakty,
- wegetarianizm na talerzu - przepisy na smaczne, zdrowe i proste posiłki (nazwa jest myląca, tak naprawdę wszystkie przepisy zostały podane w wersji wegańskiej). Nie zdążyłam jeszcze wszystkich wypróbować, ale te, z którymi eksperymentowałam bardzo mi smakowały (zwłaszcza dzień 17 - kolorowe naleśniki z farszem soczewicowo-pieczarkowym),
- zwierzofakty - czasami są to przerażające informacje na temat hodowli zwierząt, innym razem ciekawostki z życia różnych gatunków ukazujące, że zwierzęta także czują, potrafią się uczyć na błędach i dbają o siebie w chorobie czy sytuacji zagrożenia,
- wege sport - historie sportowców, którzy udowadniają, ze przechodząc na weganizm wielokrotnie można sięgać po tytuły mistrzowskie (obalanie tezy, że liczy się tylko mięso),
- polecamy - czasem pojawiają się tu tytuły książek, do których warto zajrzeć, innym razem trafia nam się wykład dotyczący diety roślinnej czy praw zwierząt.
Pomimo tego, że wiadomości e-mail nie są długie, to jednak nie zdążyłam się zapoznać ze wszystkimi zawartymi w nich informacjami (nie zawsze miałam czas na oglądanie filmów z działu "Polecamy", ale planuję szybko nadrobić zaległości). To, co już przeczytałam i przetestowałam przydaje mi się w życiu codziennym, więc śmiało mogę powiedzieć, że wiadomości e-mail z programu "Zostań wege na 30 dni" są użyteczne nie tylko od święta. Raz jest to przepis, innym razem ciekawostka dotycząca zwierząt, kiedy indziej coś z dziedziny sportu, ale coraz częściej zdaję sobie sprawę z tego, że mało kto może mnie "zagiąć", kiedy chce mnie nawrócić na mięsną drogę, bo mam w zanadrzu dobre kontrargumenty.
Tyle o wiadomościach e-mail. A teraz najważniejsze: czy się udało?
Jak zapewne możecie się domyślić, oczywiście, że tak :) I muszę przyznać, że ten niewielki sukces wiele dla mnie znaczy. Wiadomo, że bywało ciężko: zwłaszcza wtedy, gdy wróciłam z pracy głodna jak wilk, a w całym domu pachniało świeżo przygotowanymi naleśnikami z serem. Mimo ogromnego głodu nie złamałam się i nie zjadłam naleśników, za to następnego dnia z samego rana zabrałam się do robienia moich pierwszych wegańskich naleśników. I choć sama w to nie wierzę, to wyszły (muszę w tym miejscu wspomnieć, że do tej pory samodzielne wykonywanie naleśników kończyło się zawsze całkowitym niewypałem, którego najlepszym przykładem jest mój ośmiogodzinny maraton smażenia naleśników, z których ŻADEN nie wyszedł i musiałam się zadowolić paczką pierogów z Carrefoura. Jak tu nie kochać Marty z Jadłonomii, która tym przepisem sprawiła, że naleśniki stały się moim ulubionym sposobem na dobrze rozpoczęty poranek? Śniadaniowo, oczywiście :D).
Poza naleśnikami eksperymentowałam z innymi potrawami, wciąż czeka na mnie niezliczona ilość przepisów, których wypróbowania nie mogę się doczekać. Co ciekawe, moja mama była przekonana, że jeśli zrezygnuję ze wszystkich potraw pochodzenia odzwierzęcego, to teraz już bez przerwy będę jeść moje ukochane frytki. A ja trzymam się mojego postanowienia "frytki raz w miesiącu" i złamałam je tylko raz, gdy byłam w wielkim wygwizdowie, gdzie jedyną wegańską potrawą, jaką mogłam spożyć, były frytki).
Najbardziej dziwi mnie fakt, że zaczyna mi się to podobać. Gotowanie. Pieczenie też. Owsiany chlebek bananowy erVegana zachwycił niejednego mięsożercę, naleśniki potrafię przygotować na kilka sposobów, coraz częściej słyszę: mmmm co tak pachnie?. To taka miła odmiana po pali się!! :) Z całkowicie nienawidzącej gotowania osoby zamieniam się w kogoś, kto w wolnej chwili eksperymentuje w kuchni. Pozostaje mi tylko niechęć do mycia naczyń, ale chyba muszą minąć kolejne 24 lata zanim to polubię.
Poszerzam swoje kulinarne horyzonty, a co poza tym?
Na początku było ciężko, jadłam bardzo dużo strączków, głównie fasoli, co skutkowało złym samopoczuciem i uczuciem ociężałości. Nawet ćwiczenia przestały sprawiać mi radość, bo czułam się jak mały wieloryb. Po pewnym czasie zredukowałam swoją dietę tak, by jeść strączki często, ale uczciwie przyznaję, że jeśli mam zjeść je w biegu, to wolę z nich zrezygnować, bo inaczej przez kilka dni mój brzuch cierpi. Strączki jem bardzo, bardzo wolno. Dzięki tej metodzie nie jestem ociężała, mam w sobie sporo energii i zarówno ćwiczenia, jak i codzienność sprawiają mi przyjemność :)
Jedynym minusem weganizmu jest to, że nie mam gdzie wyjść na miasto, żeby zjeść dobry obiad. Mieszkam na Podhalu i niestety najbliższy wegański bar jest w Krakowie. Znalazłam lukę do wypełnienia na podhalańskich ziemiach: mamy gdzie pójść na koncerty, mamy kino, jest lotnisko i słynne lody (opcja dla wegetarian i mięsożerców), są wstrętne Krupówki i przyjemny Tatrzański Park Narodowy, jest kilka większych imprez masowych, ale brakuje nam miejsca, z którego weganie będą wychodzili zadowoleni, z pełnymi brzuchami. Pytanie tylko: czy podhalańscy ludzie wychowani na oscypkach i krowim mleku zechcą chodzić do wegańskiej knajpy? Ja tu tylko mieszkam, góralką nie jestem. Ja przyjdę! :)
Czy polecam program Zostań wege na 30 dni? Oczywiście! Każdy, kto chce spróbować wegetarianizmu znajdzie w wiadomościach masę przydatnych informacji, które pozwolą mu zmienić swoje nawyki żywieniowe z korzyścią dla zdrowia i ogólnego samopoczucia. Przyszłym weganom także polecam, choćby ze względu na przepisy, które są proste i w przeciwieństwie do wielu wegańskich blogów kulinarnych nie wymagają wyszukanych składników, aby uczynić potrawę smaczną. Uważam także, że wiele osób, które z przyczyn etycznych rozważa przejście na wegetarianizm lub weganizm utwierdzi się w przekonaniu, że dieta bezmięsna to dobry wybór. Nikogo nie chcę zmuszać, by.odstawił schabowego, ale zachęcam do spróbowania i wzięcia udziału w projekcie akcji Zostań wege na 30 dni. Kto wie, może po trzydziestu dniach zaczniecie realizować swój własny plan o nazwie Zostań wege na zawsze? :)
Już teraz brakuje mi wiadomości e-mail, które okazały się być dla mnie nie tylko kopalnią świetnych przepisów, ale i skarbnicą wiedzy. Chyba nie muszę dodawać, że wszystkie wiadomości zostawiłam zapisane w komputerze? :)
Zachęcam do spróbowania i gorąco polecam. Do programu możecie zapisać się tutaj.
Pozdrawiam!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz