Przed Wami ostatnia część cyklu dotyczącego moich rozważań dotyczących zdobywania wyższego wykształcenia. W pierwszej części skupiłam się nad plusami studiowania, w drugiej nad minusami, a teraz muszę to jakoś ogarnąć i w tej części postaram się podsumować moje przydługie wywody z poprzednich dwóch postów.
Studia gwarantują nam nowe doświadczenia: to jest pewne. Nagle, po najdłuższej przerwie wakacyjnej pojawiasz się w budynku, w którym nikt Cię nie zmusza, byś tam został. Okazuje się, że mama i tata nie załatwią Ci dodatkowego odpytywania przed wystawieniem ocen. Tu nikt nie przychodzi z rodzicami, sam musisz nauczyć się załatwiać swoje interesy. Jeśli jakieś zagadnienie spędza Ci sen z powiek, czegoś nie rozumiesz albo chciałbyś dowiedzieć się czy pisząc pracę zaliczeniową dobrze zrozumiałeś temat, sam musisz podejść do wykładowcy. Nie, nie w czasie wykładów. Jeśli jest miły, a Twoje pytanie i jego odpowiedź nie zajmą wiele czasu, to może w przypływie swojej dobroci odpowie Ci na nie na przerwie, jednak częściej spotkasz się z sytuacją, że konsultacje w wykładowcą odbywają się tylko w trakcie jego dyżuru. Zazwyczaj oznacza to, że albo musisz przyjść wcześniej lub zostać po zajęciach i poświęcić swój czas (to w końcu w Twoim interesie jest wszystko załatwić), albo dyżur wykładowcy jest w tym samym czasie, kiedy Ty powinieneś siedzieć na zajęciach i nie masz wyboru, musisz się z nich urwać (i oczywiście usprawiedliwić swoją nieobecność u lektora, którego zajęcia opuściłeś, by pójść na konsultacje).
Na większości przedmiotów nie dostajesz zadań domowych, nie ma kolosów ani odpytywania przy tablicy, co oznacza, że na większość z zajęć uczysz się tylko dwa razy w roku: na koniec każdego semestru, kiedy jest sesja. Możesz codziennie powtarzać materiał, możesz także przez kilka miesięcy nawet nie zaglądać do notatek (możesz nawet ich nie robić), żeby w okresie sesji, zaopatrzony w hektolitry kawy, energetyków i kserówek, zarywać noce poświęcając je na naukę. Jeśli jesteś sprytny, na niektóre egzaminy nie musisz się nawet wszystkiego uczyć, wystarczy, że rozgryziesz które tematy są najważniejsze, a które są ulubionymi zagadnieniami wykładowcy (co nie zawsze się ze sobą pokrywa). Oczywiście możesz także złożyć pismo o przedłużenie sesji załatwiając sobie lewe zwolnienie lekarskie, jednak pamiętaj, że taki przekręt zbyt często powtarzany odbije się na Twoją niekorzyść. Istnieją także poprawki oraz trzecie terminy, więc grunt to nie panikować i nie histeryzować, kiedy noga Ci się podwinie i jakiś egzamin (albo cała sesja) nie pójdą po Twojej myśli.
Studia = nowy styl życia. Z jednej strony wolność, brak kontroli rodziców, możliwość dokonywania wyborów (począwszy od tego, co chcesz studiować, skończywszy na tym, kiedy zamierzasz się uczyć: systematycznie czy od święta), z drugiej strony większa odpowiedzialność, która spoczywa na Tobie, jako studencie. Musisz pilnować liczby nieobecności, terminów oddawania prac i egzaminów. Sam decydujesz czy dziś idziesz na miasto w jeden wieczór wydając na imprezę wszystkie środki przeznaczone na jedzenie do końca miesiąca, czy wolisz spędzić wieczór w domu, cały miesiąc żywić się chlebem z masłem, a za to kupić sobie wystrzałową kieckę lub grę na X-Boxa. Możesz także robić wszystko z umiarem, zdrowo się odżywiając a przy okazji kosztując studenckiego życia, kiedy najdzie Cię na to ochota. Kiedy mieszkałam w Krakowie pieniądze wydawałam głównie na jedzenie z tańszych sieciówek typu Carrefour czy Biedronka, a zaoszczędzoną kasę wydawałam na ubrania, kosmetyki i książki. A nowego życia zaznałam wagarując (tak, nazwijcie mnie kujonem - nauczyłam się wagarować dopiero na studiach).
Studiując zdobywasz wiedzę, która nigdy nie wiesz, kiedy okaże się potrzebna. Ucząc się do egzaminu z teorii literatury zadawałam sobie pytanie "po co ja się tego uczę, strukturalizm nigdy mi się nie przyda!". Przydał mi się dwa lata później, kiedy moja koleżanka uczyła się tego zagadnienia przygotowując się do egzaminu magisterskiego. Nauczysz się rzeczy, które nigdy Ci się nie przydadzą i poznasz zagadnienia, których nawet nie zapamiętasz. Jak widać, nawet po maturze wciąż będziesz poznawać tezy, które okażą się stratą czasu.
W trakcie nauki akademickiej Twoje plany na przyszłość zostaną zweryfikowane. Pierwotny plan "zrobię doktorat" został zamieniony na "nie idę na magisterkę", a "będę dziennikarką" przeobraziło się w "nigdy więcej pisania o tym, co mnie nie kręci". Studia pomogą Ci się określić na tyle, byś wiedział czy wiążesz przyszłość z tym, czego się uczysz, czy może wręcz przeciwnie - możesz robić wszystko, tylko nie to.
Choć nie zdajesz sobie z tego sprawy, studia wpływają na Twoją osobowość. Na pedagogice było nas ponad dziewięćdziesiąt. Zarówno wykładowcy, jak i studenci zapamiętywali tylko najaktywniejsze, wyraziste osoby. Byłam po prostu kolejnym nazwiskiem na długiej liście, siadałam z tyłu, nie zgłaszałam się do odpowiedzi. Nie robiłam nic, co w jakiś sposób mogłoby mnie wyróżnić. Na filologii postanowiłam to zmienić. Byliśmy małą grupą (nasza liczebność w październiku 2010 wynosiła około 33 osób), a i tak jako jedna z pierwszych osób zapadłam w pamięć zarówno ludziom z grupy, jak i wykładowcom. Siadałam z przodu, byłam aktywna na zajęciach, na przerwie przodowałam w organizowaniu wszystkich spraw, które jako studenci musieliśmy załatwić. Zazwyczaj padało hasło "no dobra, ale kto to zrobi, ja nie pójdę?" i wtedy zgłaszałam się na ochotnika, bo co to za problem porozmawiać z wykładowcą lub sekretarką? Ktoś musi, a jeśli ja pójdę, to dopilnuję, żeby wszystko poszło po mojej myśli. Tak, na studiach nauczyłam się stawiać na swoim i tak dyskutować z grupą, żeby przekonać większość do swoich racji. Nazwijcie to manipulacją, dla mnie to dbanie o własne interesy. Z szarej myszki, której na pedagogice nikt nie zauważał, zmieniłam się w "przywódcę" (zwłaszcza na pierwszym roku, kiedy trzeba było pokierować zbłąkane owieczki. Potem się wycofałam, bo po co miałam robić wszystkim dobrze, skoro od tego jest starosta?). Nauczyłam się dbać o swoje interesy i walczyć o swoje, a w kontaktach z wykładowcami nauczyłam się, że nie należy się ich bać, a szacunek należy im się wtedy, jeśli sami nas szanują. Żaden profesor nie będzie mną pomiatać tylko dlatego, że jest moim wykładowcą, więc jako studenci mamy mu włazić do d**y, żeby go zadowolić. Nie chce pomóc, to nie, zawsze można podejść i omówić nurtujący nas problem z innym wykładowcą.
Najważniejsze, to dobrze zapaść w pamięć. Często to, jak zostaniesz zapamiętany na początku edukacji rzutuje na wszystkie lata, tak więc od początku daj z siebie wszystko. Nawet jak później przytrafi Ci się gorszy okres, wykładowcy i tak będą pamiętać, że stać cię na wiele (co przydaje się na egzaminach, jeśli nie do końca idą po Twojej myśli. Dwa razy usłyszałam: "widzę, że to pytanie pani nie podeszło. Wiem jednak, że stać panią na więcej, tak więc w drodze wyjątku zadam pani jeszcze jedno pytanie". Jeśli egzamin składa się z jednego pytania, które akurat nie jest Twoją mocną stroną, taki akt dobroci ze strony wykładowców może uratować Cię przed poprawką. Ale żeby zasłużyć, musisz zapaść w pamięci jako osoba, która się stara).
Studia to imprezy, zażywanie mniej lub bardziej kulturalnego życia, chodzenie do teatru i na koncerty. Masz prawo wybierać z szerokiej oferty wydarzeń, które co wieczór odbywają się w wielkich miastach. Nauka akademicka często wiąże się z wyjazdami na innych miast, zaczynaniem wszystkiego od nowa na nieznanym terenie. Musisz się nauczyć jak żyć, żeby przetrwać, żeby sąsiedzi nie wzywali policji za każdym razem, gdy w domu urządzisz imprezę, albo jak sobie poradzić z wyjątkowo uciążliwą współlokatorką (ponieważ jestem aspołecznym człowiekiem mieszkając w Krakowie nigdy nie imprezowałam i nie miałam problemów z sąsiadami, za to moją współlokatorkę miałam ochotę udusić za każdym razem, gdy tylko zaczynała mówić). Dlatego tak ważny jest odpowiedni dobór ludzi, z którymi będziesz dzielić mieszkanie (a także imprezować) przez najbliższe miesiące/ lata.
Studia to imprezy, zażywanie mniej lub bardziej kulturalnego życia, chodzenie do teatru i na koncerty. Masz prawo wybierać z szerokiej oferty wydarzeń, które co wieczór odbywają się w wielkich miastach. Nauka akademicka często wiąże się z wyjazdami na innych miast, zaczynaniem wszystkiego od nowa na nieznanym terenie. Musisz się nauczyć jak żyć, żeby przetrwać, żeby sąsiedzi nie wzywali policji za każdym razem, gdy w domu urządzisz imprezę, albo jak sobie poradzić z wyjątkowo uciążliwą współlokatorką (ponieważ jestem aspołecznym człowiekiem mieszkając w Krakowie nigdy nie imprezowałam i nie miałam problemów z sąsiadami, za to moją współlokatorkę miałam ochotę udusić za każdym razem, gdy tylko zaczynała mówić). Dlatego tak ważny jest odpowiedni dobór ludzi, z którymi będziesz dzielić mieszkanie (a także imprezować) przez najbliższe miesiące/ lata.
UWAGA - NAJWAŻNIEJSZE!!
Jeśli planujesz pójść na studia, przemyśl pobudki, które Tobą kierują. Jeśli rzeczywiście czujesz, że chcesz studiować, WIESZ CO CHCESZ STUDIOWAĆ, chcesz zaznać studenckiego życia, poczuć smak sesji i wbić się w tryb wykładów trwających zazwyczaj 1,5 godziny bez przerwy, wtedy odnajdziesz się na studiach.
Jeśli planujesz pójść na studia, przemyśl pobudki, które Tobą kierują. Jeśli rzeczywiście czujesz, że chcesz studiować, WIESZ CO CHCESZ STUDIOWAĆ, chcesz zaznać studenckiego życia, poczuć smak sesji i wbić się w tryb wykładów trwających zazwyczaj 1,5 godziny bez przerwy, wtedy odnajdziesz się na studiach.
Jeśli jednak na studia chcesz pójść tylko po to, bo wypada mieć jakikolwiek papierek świadczący o tym, że masz wykształcenie wyższe, jeśli idziesz, bo wszyscy znajomi idą albo dlatego, że rodzina tego od Ciebie wymaga, to zastanów się, czy jesteś na to gotowy. Najważniejsze w studiowaniu jest dorosnąć do tej decyzji. Wielu świeżo upieczonych maturzystów idzie na studia tylko po to, by móc wyrwać się z domu, skosztować "dorosłego" życia za pieniądze rodziców, imprezować do upadłego i nie czuć nad sobą żadnej kontroli. Wykształcenie nie jest ważne, najważniejsze to "zakuć, zaliczyć i zapomnieć". A potem tysiące takich osób zasila szeregi bezrobotnych, ponieważ pracodawca niechętnie zatrudnia osobę z tróją na dyplomie, skoro może zatrudnić kogoś z oceną bardzo dobrą.
Podsumowując: studia, wykłady, kolokwia, sesja, samodzielna praca - to wszystko jest dobre dla tych, którzy naprawdę chcą studiować. Jeśli myślisz, że Twoje wykształcenie sprawi, że pracodawcy będą się do Ciebie ustawiać w kolejkach to zejdź na ziemię, nic z tego. Mamy aż nadmiar bezrobotnych po studiach, którzy nie mogą znaleźć pracy zgodnej z ich wykształceniem (a wśród nich największą grupę stanowią absolwenci kierunków humanistycznych). Jeśli myślisz przyszłościowo, zastanów się czy nie lepiej pójść na studia zaoczne, a już teraz zacząć pracować i zdobywać doświadczenie zawodowe. A może tak naprawdę studia to tylko chwilowy kaprys, bo nie masz na siebie pomysłu? W takim wypadku nie sądzę, żeby studiowanie okazało się strzałem w dziesiątkę. Lepiej pójdź do pracy lub na staż, zobacz co Cię kręci, a w czym się nie sprawdzasz. Nie chcesz iść do pracy? Nie ma problemu, wymyśl własny biznes i sam sobie bądź szefem. Nie? Ok, podróż na stopa dookoła świata też może być ekscytująca. A może jednak nauka? Ale nie, nie studia? To co, szkoła policealna? Kursy dokształcające? Kto wie, może zamiast inżynierem, Twoim powołaniem jest bycie fryzjerem albo tatuatorem? Masz mnóstwo możliwości, a to, że niedawno odebrałeś świadectwo maturalne, wcale nie oznacza, że w październiku musisz pojawić się na studiach. Wybór należy do Ciebie, przemyśl swoją decyzję, i nie daj sobie wmówić komukolwiek, że wie lepiej, co jest dla Ciebie dobre, a co nie. Bo kto wie, może za parę lat okaże się, że choć masz mgr przed nazwiskiem, to nie potrafisz zrobić użytku z tego faktu?
O wartości człowieka nie decyduje jego stopień naukowy, a to, jaki jest i jak umie sobie radzić w życiu - tak najkrócej mogę podsumować mój wywód.
Pozdrawiam wszystkich, którzy odnaleźli szczęście na studiach. I tych, którzy nigdy na nie nie pójdą. A także tych, którzy wciąż się zastanawiają.
Najważniejsze, żebyście później tak nie śpiewali (polecam, bardzo przyjemny utwór):
Podsumowując: studia, wykłady, kolokwia, sesja, samodzielna praca - to wszystko jest dobre dla tych, którzy naprawdę chcą studiować. Jeśli myślisz, że Twoje wykształcenie sprawi, że pracodawcy będą się do Ciebie ustawiać w kolejkach to zejdź na ziemię, nic z tego. Mamy aż nadmiar bezrobotnych po studiach, którzy nie mogą znaleźć pracy zgodnej z ich wykształceniem (a wśród nich największą grupę stanowią absolwenci kierunków humanistycznych). Jeśli myślisz przyszłościowo, zastanów się czy nie lepiej pójść na studia zaoczne, a już teraz zacząć pracować i zdobywać doświadczenie zawodowe. A może tak naprawdę studia to tylko chwilowy kaprys, bo nie masz na siebie pomysłu? W takim wypadku nie sądzę, żeby studiowanie okazało się strzałem w dziesiątkę. Lepiej pójdź do pracy lub na staż, zobacz co Cię kręci, a w czym się nie sprawdzasz. Nie chcesz iść do pracy? Nie ma problemu, wymyśl własny biznes i sam sobie bądź szefem. Nie? Ok, podróż na stopa dookoła świata też może być ekscytująca. A może jednak nauka? Ale nie, nie studia? To co, szkoła policealna? Kursy dokształcające? Kto wie, może zamiast inżynierem, Twoim powołaniem jest bycie fryzjerem albo tatuatorem? Masz mnóstwo możliwości, a to, że niedawno odebrałeś świadectwo maturalne, wcale nie oznacza, że w październiku musisz pojawić się na studiach. Wybór należy do Ciebie, przemyśl swoją decyzję, i nie daj sobie wmówić komukolwiek, że wie lepiej, co jest dla Ciebie dobre, a co nie. Bo kto wie, może za parę lat okaże się, że choć masz mgr przed nazwiskiem, to nie potrafisz zrobić użytku z tego faktu?
O wartości człowieka nie decyduje jego stopień naukowy, a to, jaki jest i jak umie sobie radzić w życiu - tak najkrócej mogę podsumować mój wywód.
Pozdrawiam wszystkich, którzy odnaleźli szczęście na studiach. I tych, którzy nigdy na nie nie pójdą. A także tych, którzy wciąż się zastanawiają.
Najważniejsze, żebyście później tak nie śpiewali (polecam, bardzo przyjemny utwór):
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz